wtorek, 9 czerwca 2009

Środa 3 czerwca

Namaste! (to takie powitanie w języku hindi)

Wyruszyliśmy z Okęcia o 7.05. Podróż przebiegła szybko i spokojnie. Samolot był prawie pusty. Obsługa twierdziła, że to w związku z katastrofą, która miała miejsce 2 dni przed naszym wylotem – samolot linii Air France (nota bene my też lecieliśmy AF) zaginął prawdopodobnie w związku z burzą i uderzeniem pioruna. Choć załoga naszego samolotu twierdziła, że to nie mógł być jedyny czynnik, który spowodował zaginięcie samolotu z 228 osobami na pokładzie. W związku z tym, że było raczej pusto można było rozłożyć się na 4 siedzieniach i trochę przespać.
O 22.30 przylecieliśmy na lotnisko w New Delhi a stamtąd autobusem dostaliśmy się na dworzec, na którym czekaliśmy 6 godzin na pociąg do Agry.


Dworzec w Agrze
To było tak naprawdę pierwsze nasze doświadczenie Indii. Trochę szokujące. Setki ludzi leżących i śpiących bezpośrednio na dworcowej brudnej posadzce. Wałęsające się dzikie wygłodzone psy. I charakterystyczny słodko-zgniły (raczej niezbyt przyjemny) zapach unoszący się w powietrzu. Noc była gorąca – 37 stopni, ale powietrze suche. Monsuny zaczną się dopiero za dwa tygodnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz