środa, 10 czerwca 2009

niedziela 7 czerwca

Dzień rozpoczęliśmy od śniadania, na które czekaliśmy dwie godziny, bo po tym jak złożyliśmy zamówienie kucharz musiał iść do sklepu. I wcale nie był to jakiś „fancy staff” - jakieś ekskluzywne zamówienie – jedynie kanapki i omlety. Choć długo czekaliśmy, nikt nie był szczególnie zniecierpliwiony. Udziela nam się chyba spokój, który tutaj panuje. Spokój czy może raczej jakieś rozleniwienie spowodowane upałem. Po śniedaniu poszliśmy do domu sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Ponad setką bezdomnych i chorych na trąd zajmuje się tylko 6 sióstr. Wszyscy wspólnie pracują, wspólnie się modlą. Wszyscy razem: chrześcianie, hindusi, muzułmanie. Dla Matki Teresy zawsze najważniejszy był czlowiek, nieważne z jakiej kasty, nieważne jakiego wyznania. Człowiek, czyli mój bliźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz