środa, 10 czerwca 2009

sobota 6 czerwca

Spędziliśmy noc w pociągu jadąc z Agry do Varanasi – świętego miejsca hinduizmu. To był pociag sypialny, wyglądał trochę jak nasza kuszetka tyle, że „przedziały” połączone były z korytarzem. Musieliśmy wzbudzać duże zainteresowanie nie tylko kolorem skóry, lecz jeszcze bardziej naszymi przygotowaniami do snu. Każdy „normalny” Hindus po prostu kładł się na koi i spał. A my zaczęliśmy od wyszorowania leżanek nawilżonymi husteczkami, potem kocyk, specjalny śpiwór, niektórzy się jeszcze przebierali do snu. Dla porówniania można wyobrazić sobie kogoś wsiadającego do pociagu relacji powiedzmy Warszawa-Bydgoszcz zaczynającego od starannego wyczyszczenia siedzenia podręcznym odkurzaczem. Powiedzielibyśmy „wariat”. W nocy też były przygody, bo jakiemuś Hindusowi spodobały się buty koleżanki i nie mógł się oprzeć chęci posiadania ich. Na szczęście koleżanka zachowała czujność.
Popołudniu poszliśmy nad Ganges – świętą rzekę. Wsiedliśmy do łódzi. Dziwne uczucie – świadomość, że w tej wodzie znajdują się prochy milionów ludzi. Czasem prochy, ale zdarza się też widzieć płynące niedopalone szczątki, np, ręki czy nogi.
Nasz wioślarz „zawiózł” nas na festiwal – święto Sziwy. Trudno nam było się zorientować o co tak naprawdę w tym chodzi. Pieciu młodych mężczyzn przy wtórze śpiewu, bębna, gongu i dzwonieczków wykowyło rodzaj symbolicznego tańca twarzą w kierunku świętej rzeki – Ganges. Co chwila ktoś podchodził do brzegu, czerpał wodę lub polewał się nią. Kobieta siedząca w lodzi obok prała hustę, inna zanurzała w niej dziecko. Woda w Gangesie z wiadomych względów jest niesamowicie zanieczyszczona, jak niektórzy twierdzą, przekracza kilkadziesiąt razy dopuszczalną normę czystości wody. Jednak dla Hindusów nie ma to większego znaczenia – kąpią się w Gangesie, a nawet piją wodę ze względów rytualnych. Dla nas byłoby to prawdopodobnie doświadczenie śmiertelne, dla nich nie stanowi to zagrożenia. Może to odporność na tutejsze bakterie, a możę chroni ich Sziwa...
Swoją drogą niesamowite jest bycie w kulturze religijnej tak odmiennej od naszej. Czasem my chrześcijanie uważamy siebie za pępęk świata, wybranych, oświeconych. A tu są miliony ludzi, którzy nie słyszeli nigdy o Chrystusie. Kto będzie zbawiony? I jak? Czy ważne jest w jakiej religii zostaliśmy ukształtowani, czy może ważniejszym od religii jest sposób, w jaki przeżyjemy swoje życie? Wszak to świeŧy Tomasz z Akwinu mówił o prymacie sumienia. Więc może najważniejsze jest być po prostu przyzwoitym człowiekiem? A Pan Bóg i tak „poradzi sobie” z tymi wszystkimi religiami, w których zawsze zawiera się jakaś tęsknota za Absolutem, za Prawdą, Dobrem i Pięknem. Jest w końcu Bogiem. I z jakichś nieznanych i niezrozumiałych dla nas przyczyn dopuścił istnienie tak wielu religijnych rytów. Widocznie jest w tym jakiś sens. Zrobiło się trochę teologicznie – może trudno, żeby było inaczej pięć minut pieszo od Gangesu - „największej świętości Indii”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz