środa, 10 czerwca 2009

niedziela 7 czerwca

Dzień rozpoczęliśmy od śniadania, na które czekaliśmy dwie godziny, bo po tym jak złożyliśmy zamówienie kucharz musiał iść do sklepu. I wcale nie był to jakiś „fancy staff” - jakieś ekskluzywne zamówienie – jedynie kanapki i omlety. Choć długo czekaliśmy, nikt nie był szczególnie zniecierpliwiony. Udziela nam się chyba spokój, który tutaj panuje. Spokój czy może raczej jakieś rozleniwienie spowodowane upałem. Po śniedaniu poszliśmy do domu sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Ponad setką bezdomnych i chorych na trąd zajmuje się tylko 6 sióstr. Wszyscy wspólnie pracują, wspólnie się modlą. Wszyscy razem: chrześcianie, hindusi, muzułmanie. Dla Matki Teresy zawsze najważniejszy był czlowiek, nieważne z jakiej kasty, nieważne jakiego wyznania. Człowiek, czyli mój bliźni.

sobota 6 czerwca

Spędziliśmy noc w pociągu jadąc z Agry do Varanasi – świętego miejsca hinduizmu. To był pociag sypialny, wyglądał trochę jak nasza kuszetka tyle, że „przedziały” połączone były z korytarzem. Musieliśmy wzbudzać duże zainteresowanie nie tylko kolorem skóry, lecz jeszcze bardziej naszymi przygotowaniami do snu. Każdy „normalny” Hindus po prostu kładł się na koi i spał. A my zaczęliśmy od wyszorowania leżanek nawilżonymi husteczkami, potem kocyk, specjalny śpiwór, niektórzy się jeszcze przebierali do snu. Dla porówniania można wyobrazić sobie kogoś wsiadającego do pociagu relacji powiedzmy Warszawa-Bydgoszcz zaczynającego od starannego wyczyszczenia siedzenia podręcznym odkurzaczem. Powiedzielibyśmy „wariat”. W nocy też były przygody, bo jakiemuś Hindusowi spodobały się buty koleżanki i nie mógł się oprzeć chęci posiadania ich. Na szczęście koleżanka zachowała czujność.
Popołudniu poszliśmy nad Ganges – świętą rzekę. Wsiedliśmy do łódzi. Dziwne uczucie – świadomość, że w tej wodzie znajdują się prochy milionów ludzi. Czasem prochy, ale zdarza się też widzieć płynące niedopalone szczątki, np, ręki czy nogi.
Nasz wioślarz „zawiózł” nas na festiwal – święto Sziwy. Trudno nam było się zorientować o co tak naprawdę w tym chodzi. Pieciu młodych mężczyzn przy wtórze śpiewu, bębna, gongu i dzwonieczków wykowyło rodzaj symbolicznego tańca twarzą w kierunku świętej rzeki – Ganges. Co chwila ktoś podchodził do brzegu, czerpał wodę lub polewał się nią. Kobieta siedząca w lodzi obok prała hustę, inna zanurzała w niej dziecko. Woda w Gangesie z wiadomych względów jest niesamowicie zanieczyszczona, jak niektórzy twierdzą, przekracza kilkadziesiąt razy dopuszczalną normę czystości wody. Jednak dla Hindusów nie ma to większego znaczenia – kąpią się w Gangesie, a nawet piją wodę ze względów rytualnych. Dla nas byłoby to prawdopodobnie doświadczenie śmiertelne, dla nich nie stanowi to zagrożenia. Może to odporność na tutejsze bakterie, a możę chroni ich Sziwa...
Swoją drogą niesamowite jest bycie w kulturze religijnej tak odmiennej od naszej. Czasem my chrześcijanie uważamy siebie za pępęk świata, wybranych, oświeconych. A tu są miliony ludzi, którzy nie słyszeli nigdy o Chrystusie. Kto będzie zbawiony? I jak? Czy ważne jest w jakiej religii zostaliśmy ukształtowani, czy może ważniejszym od religii jest sposób, w jaki przeżyjemy swoje życie? Wszak to świeŧy Tomasz z Akwinu mówił o prymacie sumienia. Więc może najważniejsze jest być po prostu przyzwoitym człowiekiem? A Pan Bóg i tak „poradzi sobie” z tymi wszystkimi religiami, w których zawsze zawiera się jakaś tęsknota za Absolutem, za Prawdą, Dobrem i Pięknem. Jest w końcu Bogiem. I z jakichś nieznanych i niezrozumiałych dla nas przyczyn dopuścił istnienie tak wielu religijnych rytów. Widocznie jest w tym jakiś sens. Zrobiło się trochę teologicznie – może trudno, żeby było inaczej pięć minut pieszo od Gangesu - „największej świętości Indii”.

Czwartek 4 czerwca

Rano wsiedliśmy do pociągu do Agry. Pociąg indyjski jest bardzo egzotyczny dla nas, Europejczyków. Cały czas krążą ludzie oferujący różnego rodzaju usługi. Można napiś się herbaty zalewanej bezpośrednio wrzątkiem z czajnika, zjeść lody, kupić gazetę, a nawet dać wypastować sobie buty!



Temperatura powietrza dziś to 44 stopni Celsjusza. Na szczęście powietrze jest suche, więc choć jest gorąco, ale da się wytrzymać.
Po południu zwiedzaliśmy Taj Mahal.

wtorek, 9 czerwca 2009

Środa 3 czerwca

Namaste! (to takie powitanie w języku hindi)

Wyruszyliśmy z Okęcia o 7.05. Podróż przebiegła szybko i spokojnie. Samolot był prawie pusty. Obsługa twierdziła, że to w związku z katastrofą, która miała miejsce 2 dni przed naszym wylotem – samolot linii Air France (nota bene my też lecieliśmy AF) zaginął prawdopodobnie w związku z burzą i uderzeniem pioruna. Choć załoga naszego samolotu twierdziła, że to nie mógł być jedyny czynnik, który spowodował zaginięcie samolotu z 228 osobami na pokładzie. W związku z tym, że było raczej pusto można było rozłożyć się na 4 siedzieniach i trochę przespać.
O 22.30 przylecieliśmy na lotnisko w New Delhi a stamtąd autobusem dostaliśmy się na dworzec, na którym czekaliśmy 6 godzin na pociąg do Agry.


Dworzec w Agrze
To było tak naprawdę pierwsze nasze doświadczenie Indii. Trochę szokujące. Setki ludzi leżących i śpiących bezpośrednio na dworcowej brudnej posadzce. Wałęsające się dzikie wygłodzone psy. I charakterystyczny słodko-zgniły (raczej niezbyt przyjemny) zapach unoszący się w powietrzu. Noc była gorąca – 37 stopni, ale powietrze suche. Monsuny zaczną się dopiero za dwa tygodnie.